Eleanor

 Eleanor

Kim jestem?

Zdecydowałam się napisać to krótkie świadectwo, aby pokazać Ci, że każdy może się zbliżyć do Boga. I gdyby nie to, że On chciał, żebym się trochę odsłoniła przed światem na rzecz ukazania autentycznej relacji między Bogiem i człowiekiem, wcale nie wspominałabym o sobie, bo najbardziej fascynującą istotą na świecie jest BÓG. I chętnie pisałabym tylko o Nim, ale muszę wspomnieć o sobie.

Jestem grzesznikiem, zwyczajną kobietą, która ma męża, ma swoje małe marzenia i troski. Choruję na ciele i duszy, kuleję w każdym możliwym aspekcie życia. Czy ktoś taki, jak ja może żyć w bliskiej relacji z Bogiem? Jeśli spojrzysz na to pod kątem starych przesądów, że zło dzieje się w życiu człowiek, bo Bóg mści się na nim za jego grzechy, to uznasz, że nie mogę żyć w bliskiej relacji z Bogiem. Jeśli spojrzysz na to w ten sposób, że zło jest brakiem Boga, stwierdzisz to samo. Lecz jeśli spojrzysz na mnie jak na osobę, która potrzebuje Miłosierdzia Bożego, wówczas przekonasz się, że jestem jedną z osób, które dramatycznie potrzebują Boga w swoim życiu i to właśnie z kimś takim powinien On żyć w bliskiej relacji. Dlaczego? Żeby mnie uleczyć.

I właśnie taki jest Bóg: miłosierny, dobry, jest lekarzem, nie szczędzi opieki i troski, kocha pomimo wszystko i na przekór wszystkiemu złu. Popatrz na mnie pod tym kątem, że nieidealna i słaba istota została pokochana przez Boga (z wzajemnością). A dzięki zgodzie na Jego działanie w moim życiu, Bóg może poprzez mnie działać jak chce – bo ja wedle mojej wolnej woli mu na to pozwalam. Zatem jestem narzędziem w Jego rękach, choć nieidealnym. Tylko On może działać poprzez kogoś tak nieidealnego jak ja, ja sama z siebie tak bym nie potrafiła. Jeśli tak spojrzysz na mnie i na moje życie, przekonasz się, że i TY możesz wejść z Bogiem w bardzo bliską relację, opartą na miłości.

 

Naucz się rozmawiać z Bogiem, przekonaj się sam/sama jaki On jest i co może Ci dać jako dobry lekarz, przyjaciel, Ojciec niosący światło, miłość i miłosierdzie.


MOJE ŚWIADECTWO WIARY
Zdjęcie pochodzi z https://pixabay.com/pl/



MOJE ŚWIADECTWO

Kilkanaście lat ciemności – życie w nawracającej depresji

Zaczyna się niewinnie, jakieś wahania nastrojów, przewlekły smutek, poczucie beznadziei. Czasem pojawiają się lęki, różnego rodzaju złe myśli. Nie chce się wychodzić z domu, unika się ludzi, wciąż jest się zmęczonym. Problemy ze snem, nerwobóle, czarne wizje przyszłości. Gdy depresja ma się już dobrze w swoim gniazdku, zaczyna podsuwać różne myśli o skończeniu z sobą. Myśli samobójcze powtarzają się, z reguły w ich podłożu leży poczucie winy, brak sensu istnienia, pojawiają się problemy z rozpoczynaniem każdego dnia. Idziemy do psychiatry lub w najlepszym przypadku do psychologa. Zaczyna się grzebanie w psychice i przyjmowanie leków. Nawet pomaga, ale nie do końca. Za jakiś czas przechodzi… ale wraca! Tym razem dopada cię szybciej niż wcześniej, bo stare problemy nie zostały rozwiązane. One nadal tam tkwią!

Szukasz alternatyw – może zioła? Spacery? Joga? Spotkania z innymi chorymi… Ale to nadal wraca. Jest ciężko. Czasem są jakieś przebłyski, ale to nadal trwa. W końcu uczysz się uśmiechać, choć w środku ciebie panuje anhedonia (brak emocji, emocjonalna pustka). Wszyscy myślą, że jest ok, że to tylko problemy okresu dojrzewania, albo świr! Nikomu nie przyjdzie przecież do głowy, że jesteś osobą wysoko wrażliwą, do tego introwertykiem. W końcu na własną rękę zaczynasz szukać powodów i rozwiązania problemu. Ale nie ma niczego, co mogłoby ci pomóc, choć przecież robisz wszystko tak, jak każą mądre głowy…

Ostatecznie decydujesz się na samobójstwo, żeby skończyć to cierpienie, za które czujesz się winnym. Ale coś kołacze się w twoim sercu, coś przemawia do ciebie, ale jeszcze nie wiesz co i gdzie. Myśli o samobójstwie przechodzą. Aby powrócić ze zdwojoną siłą! DOSYĆ! JUŻ DŁUŻEJ TEGO NIE ZNIOSĘ! „Pomóż mi Boże! Tylko Ty możesz mi pomóc!” Atak odchodzi…

Z czasem widzisz, że modlitwa zaczyna przynosić efekty. Coraz bardziej zbliżasz się do Niego. On daje ci różne sygnały ze świata, że masz się kierować tą drogą. W końcu znajdujesz sens życia „Uczyń ze mnie swoje narzędzie, chcę, żebyś mną pokierował.” A On podejmuje się tego, żeby poprowadzić Cię dalej.

 

Skąd u mnie depresja?

Niegodna miłości i życia istota, która pragnie miłości. Byłam desperatką, która szukała miłości tam, gdzie nie powinna. Wyobrażenie idealnej miłości w oczach nastolatki jest zwykle sielankowe, nawet po dziesięciu latach oczekiwania na miłość. Ile razy dostałam kosza i ile razy poczułam się, jak ktoś niegodny kochania? Mnie po prostu nie dało się kochać, chłopcy stronili ode mnie, jakbym była jakaś trędowata. Tak, byłam dziwna, zawsze byłam inna niż moi rówieśnicy. Dziś już wiem dlaczego, i wiem także, dlaczego Bóg nigdy nie wysłuchał mojej modlitwy, żeby jakiś chłopaczek się we mnie zakochał. Wiem, że mogłabym to przypłacić gorzkimi łzami. On tego dla mnie nie chciał, ale ja go nie rozumiałam. Dopiero na studiach poznałam chłopaka, lecz to nie jest zwyczajna historia. To historia pełna bólu i łez, choć Bóg wysłuchał mnie w każdym calu – mój chłopak był dokładnie taki, o jakiego poprosiłam Boga.

Chłopak jednak był niewierzący – pochodził z rodziny, która mocno się pogubiła. Nie mogę napisać tutaj niczego więcej, gdyż nie chciałabym, żeby On to przeczytał. Było mi bardzo ciężko, szukałam Boga, błądziłam… Ofiarowałam siebie i tego chłopaka bożej opiece. Miał takie same problemy jak ja – obydwoje mieliśmy myśli samobójcze. Po pierwszym roku naszego związku złożyłam Bogu uroczystą przysięgę, że będę go prowadziła do Boga, przez całe życie i będę go kochała tak, jakby był moim mężem na zawsze. Wiele razy później żałowałam tej przysięgi, ale dobry Bóg prowadził mnie przez te kilkanaście lat piekła we dwoje, gdzie na horyzoncie, w tle widać było jasne promyki miłości. Dziś mogę powiedzieć, że gdybym nie trafiła na niego, nigdy nie podjęłabym próby samodzielnego odnalezienia kontaktu z Bogiem. Związek ten oddalił mnie od kościoła, ale ten trud tak bardzo zbliżył mnie do Boga, że nie zamieniłabym tych lat cierpienia na nic innego. To dzięki niemu, tym trudnościom, zaufałam Bogu i usłyszałam Jego głos w moim sercu. Nadal jesteśmy razem, On jest moim mężem, a ja opiekuję się Nim duchowo razem z Bogiem.

Psychiatra i psycholog – czy Bóg był w stanie mi ich zastąpić?

Tak, on wręcz był jedynym lekarstwem, które mogło mi pomóc. Najpierw jednak postawił na mojej drodze drugiego takiego samego rozbitka jak ja. Początkowo chodziłam jeszcze do psychologa, ale odstawiłam prochy, przerzuciłam się na zioła. Pamiętam mszę uzdrawiającą, która dodała mi tak wiele sił i nadziei. To chyba wtedy poczułam się dla Boga kimś wyjątkowym. I pomyśleć, że przyszłam wtedy z takim lękiem, a wyszłam lekka na duszy. Ten zakonnik, który słyszał głos Ducha Świętego, zapytał, czy ktoś przeżył coś ważnego. Ja podniosłam rękę i taka jeszcze jedna pani. Ona dała świadectwo, ja milczałam, to było takie niesamowite, ale ja nie potrafiłam podzielić się tym z innymi, bo bałam się mówić na forum, bałam się tych wszystkich ludzi. I pomyśleć, że dziś piszę to świadectwo, aby mogło je zobaczyć wielu. Przed napisaniem go, Bóg powiedział: „Będziesz musiała się nauczyć o tym mówić.”

 

Walka o życie – myśli samobójcze i poszukiwanie światła. Gdy miałam już serdecznie dosyć, gdy byłam na skraju śmierci, powiedziałam: „Boże pomóż mi!”

Jezus był kimś, kogo skrzywdziłam, a nie przyjacielem zdolnym mi pomóc stanąć na nogi. Byłam niewarta tego, żeby żyć, choć miałam zaledwie kilkanaście lat. Ale on prowadził mnie dalej. Znalazłam swoje miejsce w kościele, w Oazie dla dzieci i tam śpiewałam dla Pana. Raz było takie czuwanie, coś w rodzaju medytacji w kościele – gdy wracaliśmy do salki, mieliśmy zachować ciszę. Ale ja z radości, którą czułam w sercu, nie potrafiłam powstrzymać się od wysławiania Boga! Uciszono mnie.

 Później wyjechałam, aby zamieszkać w internacie sióstr zakonnych.

Koszmarny zawód miłosny zbuntował mnie przeciwko Bogu, popełniłam nawet bluźnierstwo! Później płakałam w kościele, żeby On mi pomógł, lecz on był za kratami, zamknięty w środku kościoła. Pamiętam, że w liceum były takie rekolekcje, które po raz pierwszy pokazały mi, że Bogu na mnie naprawdę zależy. To było coś niesamowitego.

Trudne przeżycia na studiach, słabe modlitwy, poczucie, że mówienie regułek modlitewnych nie ma sensu. Potrzebowałam czegoś więcej, a nie tych słów, które wszyscy powtarzali razem. Chciałam zbliżyć się do niego osobiście.

Przyszedł czas studiów, tam spotkałam dziewczynę, która zaprosiła mnie do siebie, abym przyjęła Jezusa do serca. Nie wiem, jakim cudem mnie znalazła, miałam wrażenie, że przysłał mi ją Bóg. Dostałam od niej książeczkę z ewangeliami i taką malutką broszurkę, jak zawrzeć z Jezusem pakt przyjaźni.

Zanim zaczęła się depresja, były lęki, astma, alergia. Spotkałam na swojej drodze człowieka, któremu objawiła się Maryja. Z. K. wybudował kaplicę, stworzył wspólnotę i koło różańcowe. Nie znam jego dokładnych powiązań z kościołem, ale wiem, że rozmawiał z Bogiem. Jako dziecko umarł i został znów wezwany do życia. Wielokrotnie leczył mnie swoim dotykiem, miał niesamowity dar, energię i radość, którą emanował. To był dla mnie prawdziwy człowiek boży, ale bałam się go. Nie wiem, dlaczego, może dlatego, że byłam dzieckiem?

Gdy miałam kilka lat, umarła mi babcia. Wszyscy smucili się na pogrzebie. Jedna z osób zapytała mnie, czy wiem, gdzie jest babcia. A ja odpowiedziałam: „Tak, w niebie!” To babcia nauczyła mnie pierwszej modlitwy. Tak naprawdę, gdybym nie wychowała się w rodzinie katolickiej, gdybym nie miała tych podstaw wyniesionych z domu, wzoru dobrych ludzi, jakimi byli dla mnie rodzice, myślę, że miałabym problem, żeby odnaleźć kontakt z Bogiem. I choć moja religia nie do końca mi służyła (wykrzywiła niejeden element mojej rzeczywistości), ja odnalazłam po wielu latach swoją drogę do Niego. Pozwolił mi siebie znaleźć, choć wiem, że zawsze był przy mnie.

Kiedy skończyły się moje problemy z depresją?

Trwają do dziś, lecz stany te są coraz słabsze, praktycznie depresja wyparowała, chyba że akurat mam problemy, to jest mi ciężej. Wtedy proszę Boga, żeby zabrał mnie do siebie. A on wtedy mówi: „Przecież jestem z Tobą. Moje Królestwo jest w Tobie. Jesteś moją córką, częścią Syjonu, częścią mnie.” Wtedy czuję, że jestem na właściwym miejscu, a problemy przecież przeminą. Bo tak jak powiedział: „Twoim przeznaczeniem jest dobro.”

 A jak jest dziś?

Mam 33 lata, gdyby nie Bóg (Mój Przyjaciel), to nie żyłabym już od 10 lat. Jestem narzędziem w rękach Boga, wiem, że bez niego nic nie mogę zrobić w tej misji, do której mnie powołał. Uratował mi życie, lecz nie jeden ale setki razy. Teraz wiem, że Jego wola nadal wypełnia się w moim życiu. On kroczek po kroczku przygotowywał mnie do pisania tego bloga, wiele tekstów podyktował mi sam. Zadałam mu setki pytań, razem przezwyciężaliśmy trudności mojego życia i te związane z pracą dla Niego. Czy i TY chcesz tak bardzo zaprzyjaźnić się z Bogiem? Jeśli tak, znalazłeś/znalazłaś  dobre miejsce do tego, żeby zacząć. J

 

Eleanor


Chcesz do mnie napisać? Wejdź do zakładki POMOC DLA CIEBIE.

 

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Szkoła Słuchania Głosu Pana Boga - lekcja uzupełniająca 1. Jeśli nadal nie słyszysz Boga, proś Go o ten dar - musisz mocno chcieć!

Pytania do Boga 111. Czy Boga obraża to, gdy czcimy świętych?

Szkoła Słuchania Głosu Pana Boga - lekcja uzupełniająca 3. Gdy Bóg nagle przestaje się do Ciebie odzywać